Szkolenie z Gerdem Heuschmannem w Sopocie, 21-22 listopada 2015r.

x63.W miniony weekend sopocki Hipodrom opanowały tłumy miłośników koni z całej Polski. Do ich dyspozycji pozostawiono ogromną, nowoczesną halę ze świetnym podłożem, gorący bufet, grupę interesujących par jeździeckich oraz, najważniejszą w tych dniach personę, dra Gerda Heuschmanna – zawodowego jeźdźca, trenera i lekarza weterynarii. Konfiguracja jego ogromnej wiedzy i doświadczenia z charyzmą oraz poczuciem humoru czyni z niego wyróżniającego się propagatora idei jeździectwa klasycznego. Podczas seminarium zostało poruszonych wiele kluczowych dla rozwoju dobrego jeździectwa kwestii – poza wiedzą o biomechanice koni, technice jazdy czy etapach szkolenia, mogliśmy posłuchać o różnych filozofiach pracy, m.in. o odmiennych stylach układania koni roboczych i koni sportowych (czyli czym jest sylwetka robocza a czym ruch przez grzbiet), czy też na czym polega spór między systemem francuskim a niemieckim. Odbyła się także dyskusja na temat tego, w jaki sposób należy korzystać z istniejących instrukcji pracy z końmi, aby celem nie był sztywny, sformalizowany efekt, ale proces dochodzenia do harmonii jeźdźca i konia. Warto dodać, że sopocka publiczność była niesamowicie aktywna w zdobywaniu nowej wiedzy i w pełni korzystała z przywileju zadawania pytań dr. Heuschmannowi. Po zakończeniu seminarium poprosiliśmy kilka osób o to, aby w kilku zdaniach opisały swoje wrażenia z uczestnictwa w klinice. Oto one:

 

Kasia: „Świat koński już nigdy nie będzie dla mnie taki sam”

Długo czekałam na szkolenie z Gerdem Heuschmannem na pomorzu. Od półtora roku mam przyjemność i szczęście trenować z osobą, która od dłuższego czasu jeździ z Gerdem. Dzięki temu już podczas pierwszego dnia wykładów miałam wrażenie, że to ona siedzi właśnie obok mnie i do mnie mówi. Przyznam, że nie zapoznałam się wcześniej z literaturą autorstwa Heuschmanna, ale dzięki trenerce niektóre słowa i sformułowania Gerda dźwięczały w mojej głowie niczym wyuczona modlitwa. Pomimo tego, po pierwszym dniu szkolenia czułam całą sobą, że koński świat już nigdy nie będzie dla mnie taki sam.

Nie chodzi o to, że zacznę inaczej jeździć. Dzięki mojej trenerce wiem, że jestem na dobrej, „pro-Gerdowej” drodze. Po prostu nagle zaczęłam WIDZIEĆ. Bo choć od zawsze patrząc na pewne sceny miałam wrażenie, że coś jest nie tak, to teraz dopiero wreszcie wiem, co mi się w nich nie podoba. Teraz widzę i rozumiem, że konie są pospinane, sztywne i ich krzyk to właśnie te „bunty”, że one jedynym sobie dostępnym „językiem” nalegają na wysłuchanie ich „próśb”. Nic dziwnego, że Gerd jest taki kontrowersyjny. Neguje całą dzisiejszą modę stawiania wyglądu i wyników ponad dobrem konia. To chyba właśnie z tego powodu często dzieli on jeźdźców na młodych i starszych, biorąc pod uwagę, że z wiekiem mniej nam zależy na aprobacie innych – bo właśnie to ma ogromny wpływ na poziom stresu u jeźdźca i napięcie przekazywane przez niego dosiadanemu wierzchowcowi.

Kiedy patrzę wstecz po tych dwóch dniach szkolenia, jest mi naprawdę głupio wobec mojego konia za niektóre rzeczy, które robiłam. Wiem jednak, że robiłam je, bo wielu rzeczy nie wiedziałam i nie rozumiałam. Przez dwa długie i zimne dni Gerd cierpliwie i wytrwale pokazywał złożoność sportu jeździeckiego tłumacząc na tysiąc sposobów, przytaczając znane nazwiska i cytaty, obrazując przykładami i przeplatając dowcipy ze skomplikowanymi opisami anatomii konia. Wydawało mi się, że wyjście choćby na chwilkę zakłóci proces przyjmowania nowych, ułożonych w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy wiadomości.

Mam nadzieję, że na szkoleniu były tylko takie osoby, które szukały sposobu na to jak z uśmiechem na twarzy pozwolić naszym koniom dłużej bawić się z nami wspólną przygodą w zdrowiu i rozluźnieniu. Ten uśmiech, który wywołuje bujanie rozluźnionego grzbietu wierzchowca wypływał wcześniej lub później na usta każdego jeźdźca biorącego udział w szkoleniu. I wiem z własnego doświadczenia, że te osoby, które po raz pierwszy trenowały z Gerdem, będą od teraz już zawsze dążyć do tego, aby to niesamowite uczucie wspólnego tańca z koniem do nich wracało jak najczęściej i by zostało z nimi na jak najdłuższą część każdego treningu. Ciężko było mi opanować emocje, kiedy jak za dotknięciem magicznej różdżki konie zmieniały się na naszych oczach (choć czasami ta magia kosztowała zadyszkę i zmianę koloru twarzy jeźdźca). Gerd potrafił szybko zdiagnozować najbardziej palące problemy, wymagające natychmiastowej korekty, jednocześnie przestawiając na dalszy plan te, które mogą poczekać na lepsze czasy. Tej bajecznej zmianie ulegały nawet te konie, które wydawałoby się, że już na wejściu są idealne – dzięki odpowiedniemu doborowi par uczestniczących w szkoleniu mieliśmy przyjemność oglądać maksymalnie zróżnicowany poziom treningów.

Podczas całego długiego szkolenia miałam wrażenie, że oczom Gerda jako wprawnego jeźdźca i weterynarza nie uszedł żaden fizyczny ani psychiczny problem konia. Równie wiele, co w wierzchowcu, potrafił dostrzec także w jeźdźcu. Jakby zaglądał do jego duszy. Każdy trening dopasowany był do poziomu i możliwości konia oraz osoby na nim siedzącej. Gerd bardzo podkreślał coś, o czym trenując konie zapominamy: często problem konia leży we wnętrzu jego jeźdźca i wówczas korekta sprowadza się do pracy nad ludzką, a nie końską, psychiką.

 

Ania: Jestem właścicielem specyficznego konia. W ciągu ostatnich 10 lat nie uczestniczyłam w lepszym szkoleniu dotyczącym pracy z koniem.

Z punktu widzenia osoby, która zatoczyła krąg od klasyki … różnej, przez odcienie naturalu, także różnej jakości, z powrotem do klasyki, choć tym razem tej w najlepszym wydaniu, szkolenie z Gerdem utwierdziło mnie w przekonaniu, że podążam prawidłową drogą. Nie jest to jednak tak, że znalazłam nowego Guru – z zasady jestem ostrożna, jeśli stykam się z przejawami jedynie słusznych racji.

W moim odczuciu Gerd bardzo mocno skupia się na potylicy i rozluźnieniu grzbietu u konia, jednak jako osoba zajmująca się werkowaniem koni (UWAGA! PRAWIDŁOWYM :)), mam wrażenie, że zapomina o podstawie aparatu ruchu – kopytach. Nie będę robiła tu wykładu na ten temat, bo to odbiegłoby mocno od tematu, ale według mnie pochylenie się nad tym obszarem końskiego ciała plus grzbiet i potylica mogłoby dać bardziej kompleksowy obraz i uprościć odpowiedzi na pewne pytania.

To na co zwróciłam uwagę i co dla mnie było niedopowiedziane to sam jeździec. Gerd dużo mówił o rozluźnieniu naszym, człowieczym, i spinaniu się w różnych sytuacjach, np. w wyniku stresu. Nie wskazywał jednak precyzyjnie, co się usztywniło w danym momencie u konkretnego jeźdźca, jaki obszar należałoby rozluźnić i jak to zrobić. Gdyby rozszerzył swój komentarz w tym kierunku, to myślę, że kilku osobom biorącym udział w szkoleniu z koniem znacznie by to pomogło.

Jednak powyższe rzeczy w zestawieniu z całością nie przeważyły szali w stronę negatywnej oceny szkolenia. Dlaczego? Ponieważ samo szkolenie, możliwość wysłuchania opinii Gerda oraz obserwacji sporej ilości koni i ich faktycznej zmiany pod wpływem uwag prowadzącego, ściągnęło sprzed moich oczu zasłonę strachu (tak, właśnie strachu :) ), przed ruchem naprzód oraz pracą na wędzidle.

Jestem właścicielem specyficznego konia i dlatego uczestniczyłam w wielu szkoleniach. Na większości z nich mówiono, że w sytuacjach krytycznych ugięcie boczne i odangażowanie zadu to prawidłowe i bezpieczne wyjście. Owszem, sprawdzało się, ale nie byłam z tego zadowolona i szukałam nowych metod. Natomiast z niewielu ust słyszałam o znaczeniu wysyłania konia do przodu podczas treningu i rozwiązywaniu w ten sposób problemów. Nie przywiązywałam więc do tego wagi, tym bardziej że było mi to, można powiedzieć, na rękę. Gerd zadziałał na mnie z precyzją chirurgicznego skalpela. Uważam że w ciągu ostatnich 10 lat nie uczestniczyłam w lepszym szkoleniu dotyczącym pracy z koniem niż to, które odbyło się w ostatni weekend z Gerdem Heuschmannem.

 

Dagmara: Te niesamowite efekty może przynieść tylko efektywna, spokojna praca nad tym co jest naprawdę ważne w danym momencie.

To było moje trzecie seminarium z Gerdem Heuschmannem i w mojej opinii chyba z nich najciekawsze. Przede wszystkim ze względu na pełną gamę prezentowanych jeźdźców i koni. Mieliśmy przyjemność obserwować zarówno przepięknie ruszające się, klasowe konie sportowe (w tym tegorocznego mistrza polski młodych koni) jak i konie wymagające poważnej korekty ze względu na nieprawidłowo prowadzony w przeszłości trening. Były też takie, u których mankamenty budowy powodowały trudności z ruchem przez grzbiet. Na dokładkę do tak zróżnicowanej puli koni dostaliśmy pełny przekrój jeźdźców – w tym zawodników wysokich klas i osoby zawodowo pracujące z końmi. Dzięki tej różnorodności oprócz procesu korekty, uwrażliwiania na pomoce czy pracy nad podstawowym zrównoważeniem konia i jeźdźca, mogliśmy również zobaczyć efekty prawidłowego treningu. Najbardziej ucieszyło mnie to, że na seminarium przybyła tak ogromna liczba osób, w tym znani w regionie jeźdźcy i trenerzy.

Przy analizie każdej pary Gerd wskazywał logiczny ciąg zdarzeń, który doprowadził ją do chwili obecnej. Precyzyjnie diagnozował źródło problemu lub też przeciwnie – pokazywał kierunek rozwoju. Wszystko to w odniesieniu do teorii klasycznego treningu koni z pomocą przyjaznych metod i ćwiczeń dopasowanych do poziomu wierzchowca i jego jeźdźca. W mgnieniu oka działania Gerda prowadziły do widocznych zmian w sposobie poruszania się koni i, nierzadko, zmieniały też podejście i postawę samego jeźdźca. W końcu, jak to opisał dr Heuschmann, praca nad doświadczonym jeźdźcem, to praca wewnętrzna. Kiedy jeźdźcy zaczynali rozumieć mechanizmy i działać spójnie z tym czego właśnie się dowiedzieli, koń po pewnym czasie poprawiał się i stopniowo coraz bardziej ufał ich prowadzeniu. Bardzo podobało mi się także to, że drugiego dnia trening jednej z par został przeprowadzony prawie wyłącznie w stępie. To wyraźnie pokazało, że te niesamowite efekty może przynieść tylko efektywna, spokojna praca nad tym co jest naprawdę ważne w danym momencie, a nie sztywne trzymanie się „planu treningowego”.

Obejrzyj galerię zdjęć z wydarzenia

 

Podczas kliniki poznaliśmy również odpowiedzi na takie pytania jak:
Dlaczego koń potyka się zadem lub przodem?
Jak sprawić, aby koń nie stukał zadnimi kopytami o przednie?
Jakie są cechy dobrego jeźdźca?
Jaka jest prosta metoda na redukcję usztywnienia?
Dlaczego niegdyś problem naturalnego skrzywienia był w literaturze omawiany jedynie powierzchownie, a dziś mówi się o nim tak wiele?
Jak przyspieszyć koński zad?
Jak bezstresowo zajeżdżać i wdrażać do pracy młodego konia?
W jaki sposób lonżować konie?
Jak radzić sobie z tym, że koń wpada w zakręt i czy pracujemy nad tym tak samo z młodym i ze starszym koniem?
Jakie wędzidło jest najlepsze?
Jak pracować nad dobrą ręką jeźdźca?
Jak i kiedy stosować półsiad?
Co to znaczy „naprzód”?

A także na wiele innych! Jeśli jesteście ciekawi odpowiedzi, to już teraz, w tajemnicy, zdradzimy, że kolejne szkolenie z dr. Heuschmannem odbędzie się wiosną we Wrocławiu.

Zapraszamy Was do dzielenia się swoimi wrażeniami w komentarzach!

Podobne artykuły:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *