Praca w chodach bocznych – część II: Związek chodów bocznych z naturalnym zebraniem

Autor: Manolo Mendez we współpracy z Ysabellą Dean i Caroline Larrouilh
Tłumaczenie: Classical Way

Do chodów bocznych zaliczamy ruch łopatką do wewnątrz, trawers, renwers i ciąg. Zaczynamy od łagodnego wprowadzenia łopatką do wewnątrz a następnie, jeżeli koń rozumie to zadanie i wykonuje je bez trudu, rozpoczynamy pracę w trawersie (zad do wewnątrz) i renwersie (zad na zewnątrz). Kiedy dopracujemy te ćwiczenia, możemy wprowadzić konia do wykonywania ciągu. Powinniśmy skupić się na budowaniu sprawności, wyprostowania, rozluźnienia i pewności siebie u konia, a nie na tym jak dużo wygięcia osiągniemy lub jak bardzo koń krzyżuje kończyny – zwłaszcza jeżeli nasz koń jest bardzo posłuszny i sprawny, ale jeszcze niewytrenowany.

Chcielibyśmy rozwijać nasze konie stopniowo, aby przez całą karierę mogły pozostawać radosne i cieszyć się dobrym zdrowiem. Z tego względu nie możemy prosić konia o zbyt dużo bocznego wygięcia ani nie możemy nieprzerwanie pracować w chodach bocznych. Przykładowo na wczesnych etapach szkolenia nie powinniśmy wykonywać ćwiczeń na całej długości ściany ujeżdżalni lub przekątnej czy też raz za razem wokół ujeżdżalni. Zamiast tego musimy poświęcić czas i podzielić pracę na odpowiednie do możliwości konia fragmenty, robiąc przerwy na stęp i jazdę na wprost. Takie podejście zapewni nam to, że koń nie zniechęci się i nie będzie odczuwał bólu oraz nie pogłębi skrzywienia w wyniku przedwczesnego oddziaływania zbyt dużej presji.

Zamiast skupiać się nad tym, ile zgięcia jesteśmy w stanie uzyskać, pracujmy nad rozwijaniem końskiej niezależności.

Praca w łopatką do wewnątrz wzdłuż linii środkowej, widok od tyłu. Zauważcie, że na pierwszym obrazku (u góry) przekątna para kończyn, lewa zadnia noga i prawa przednia, dopiero oderwały się od podłoża i podążają naprzód. Na obrazku drugim (na dole) widzimy, że wylądują one w tym samym czasie, wyraźnie zaznaczając ruch po trzech liniach. Dinamico pokazuje wyraźne wygięcie od potylicy do ogona, a także jest rozluźniony i zrelaksowany.

Widok od przodu na ruch łopatką do przodu. Na tym zdjęciu widzimy jak Dinamico porusza się wyraźnie po trzech liniach, prezentując wspaniałą regularność. Po dotarciu do ściany ujeżdżalni, nadal utrzymuje rytm i aktywność.

Dobra praca nad podstawami chodów bocznych poprawia jakość treningu i przybliża nas do poziomu Grand Prix

Chody boczne wymagają tego, aby koń poruszał się jednocześnie do przodu i w bok, z zachowaniem regularności i spokoju.

Poprawne wykonywanie chodów bocznych jest kluczem niezbędnym do umożliwienia jeźdźcowi podnoszenia poziomu, ponieważ praca na dwóch śladach wzmacnia i rozluźnia mięśnie górnej linii konia, poszerza zakres ruchów konia oraz swobodę w łopatkach i lędźwiach, a także wspiera elastyczność, płynność i stabilność ruchu w ważnych stawach, mięśniach, ścięgnach i więzadłach, potrzebnych do dobrej jakości rozciągnięcia i pracy w zebraniu, jak również każdego szczegółu w sylwetkach pośrednich. Krótko mówiąc, praca w chodach bocznych poprawia, rozwija i wspiera niezbędne do zaawansowanego treningu „narzędzia” konia.

Nie chodzi „jedynie” o zdolność dobrego wykonywania chodów bocznych. Jako element codziennego treningu konia, praca na dwóch śladach jest sposobem na wyprostowanie, uelastycznienie, rozluźnienie i wzmocnienie konia w taki sposób, aby w późniejszym czasie był zdolny do wykonywania pięknych piruetów, piaffów i pasaży.

Znaczenie pracy w chodach bocznych odzwierciedla się w poziomach klas zawodów jeździeckich. W niższych konkursach wymagane są jedynie bardzo proste ćwiczenia wykonywane na dwóch śladach (łopatką do wewnątrz i trawers). W średnich i wyższych klasach wymaga się coraz bardziej rozbudowanych ruchów. Stopniowe i metodyczne wprowadzanie chodów bocznych jest tym, co równomiernie rozwija u konia siłę zadnich nóg, aby mogły odpychać się od podłoża z jednakową mocą, uwalniając łopatki, umożliwiając ruch do przodu i w bok bez schodzenia ze śladów i poruszać się rytmicznie po czworoboku, wkraczając równo i bez wysiłku pod kłodę.

Jeżeli podstawy chodów bocznych zostaną  przepracowane pospiesznie lub z użyciem siły, odbije się to w jakości ćwiczeń na wyższym poziomie. Pojawi się zwiększony opór, ponieważ koń nie będzie w stanie sprostać wymaganiom jeźdźca – ze względu na niedostateczne przygotowanie fizyczne i obciążenie psychiczne – jak również zacznie unikać pracy poprzez pogłębianie skrzywienia i niesymetryczności objawiających się w radykalnej różnicy pomiędzy jazdą w jedną i drugą stronę, uwieszaniem się na ręku czy niekrzyżowaniem kończyn lub krzyżowaniem ich ale bez dostatecznego wygięcia.

Jeżeli tak się stanie, to, o ile wcześniej koń nie nabawi się kontuzji, będzie mu bardzo trudno sprostać wymogom konkursu na poziomie św. Jerzego. Poziom świętego Jerzego to zdecydowanie dopiero połowa drogi na szczyt, ponieważ prawidłowe przygotowanie konia do wymagań klasy Grand Prix może zająć profesjonaliście kolejne dwanaście miesięcy lub więcej (amatorowi kilka lat). Jeżeli konkursy na poziomie św. Jerzego stanowią dla konia problem, to jak trudna będzie jego droga do Grand Prix przez poziomy Intermediate-I i -II, gdzie wymaga się piaffów, pasaży, piruetów i zygzaków/zygzaków w ciągu?

Żaden koń nie będzie w stanie wykonywać elementów Grand Prix z łatwością i gracją, jeżeli nie zostanie do tego prawidłowo i gruntownie przygotowany poprzez pracę w chodach bocznych. Wyobraźmy sobie, że prosimy człowieka, który wie jedynie jak się biegnie na wprost, o to aby nagle zaczął iść lub biec bokiem czy do tyłu.

W pierwszej kolejności umysł i centralny układ nerwowy tej osoby musiałby opracować całkowicie nowy sposób poruszania się, przetestować go i przećwiczyć, zanim będą gotowe na poruszanie się pewnie w danym kierunku, bez przewracania się i pływania jak pijany marynarz. Początkowo taka osoba nie dysponuje bowiem odpowiednim poziomem koordynacji i równowagi potrzebnej do wykonania zadania oraz potrzebuje zaangażowania partii mięśni, które nie zostały jeszcze dostatecznie wykształcone. Musi zbudować je powoli, krok po kroku, aby nie uszkodzić mięśni, nie powodować bólu i nie zniechęcić się.

Nie chcemy oczekiwać od tych osób osiągnięcia perfekcji w jedną noc i tak samo nie powinniśmy ponaglać konia, aby szybciej przeszedł do kolejnego etapu rozwoju.

Podczas szkolenia zawsze zwracamy uwagę na postępujący krok po kroku wzrost jakości ruchów. Na zdjęciu po lewej, podczas ciągu, Dinamico nie jest dostatecznie wygięty na całej długości ciała, a także jest nieco zablokowany i napięty. Na zdjęciu po prawej Dinamico jest lepiej wygięty na wysokości żeber, porusza się w samoniesieniu oraz „przepływa” przez ciąg wraz z Manolo, który jedynie go naprowadza.

Antycypacja prowadzi do napięć

Kiedy zaczynamy pracę w chodach bocznych, próbujemy nauczyć konia bardzo wielu rzeczy. Musimy być bardzo uważni, ponieważ koń może stać się nadwrażliwy na działanie naszych łydek i odskakiwać w jedną lub drugą stronę, w lewo lub prawo. Z upływem czasu, mózg konia zacznie szybciej przetwarzać informacje, a w miarę jak koń będzie zaznajamiał się z ruchem, będzie rozwijał pamięć mięśniową. Nasze pomoce będą coraz szybciej przepływały przez jego ciało. Koń będzie także przejawiał coraz lepszą koordynację. Będzie bezpośrednio odpowiadał na bardzo delikatne pomoce jeździeckie.

Roboczy ciąg. Pomiędzy trawersem a ciągiem. Filozofia Manolo opiera się na pracy wraz z koniem, a nie przeciwko niemu. Jeżeli koń oferuje dany ruch, to Manolo jest wystarczająco kreatywny i elastyczny, aby zacząć pracę, jednocześnie budując u konia pewność i łagodnie przemieniać to co otrzymuje w to, czego oczekuje – dyplomatycznie i z wyczuciem.

Jednakże podczas nauki koń może również błędnie zrozumieć nowo wprowadzone pomoce. Może być bardzo chętny do wykonywania zadań, o które myśli, że go prosimy – zanim jeszcze skończymy przygotowywać się do ruchu. W wyniku tego koń popełnia błąd i to właśnie nazywamy  antycypacją.

Antycypowanie pojawia się u konia wtedy, kiedy uczynimy go nadwrażliwym na nasze wymagania. Jego niepokój objawia się wykonaniem losowych czynności, które mogłyby zmniejszyć nacisk, jakiego koń doświadcza od jeźdźca. Tym uciskiem może być zbyt silnie działająca ręka, łydka jeźdźca, wygięcie, zbyt dużo powtórzeń, użycie ostrogi lub bata. Mogą to być wysokie oczekiwania. To problem treningu, a nie konia.

To zawstydzające, że koń uchodzi za „trudnego”, ze względu na to że antycypuje i udziela „złej odpowiedzi”, co frustruje jego jeźdźca. Często tak właśnie zachowują się konie mające spory potencjał, ale potrzebują, aby ich jeźdźcy rozwinęliby w nich zaufanie i pewność.

Antycypowanie może również prowadzić do powstawania napięć, ponieważ konie chcąc wykonać zadanie, wykonują więcej niż fizycznie są w stanie. Przykładowo kiedy ćwiczymy trawers i ciąg, jedno z ćwiczeń zawiera wykonanie połowy dziesięciometrowego koła od F i powrót w kierunku B (w kierunku od M do B). Czasem zdarza się tak, że koń przewidując to ćwiczenie zbyt wcześnie przestawia zad do wewnątrz jakby był wygięty na kole. Następnie zbyt późno wraca zadem na ślad co zakłóca jego równowagę i powoduje u konia poczucie bycia w tarapatach. Pamiętając to niemiłe doświadczenie, w kolejnej próbie koń będzie odczuwał, że to ćwiczenie jest zbyt trudne.

Jeśli koń zaczyna postrzegać ćwiczenie jako trudne, w jego ciele powstaje opór, a nasza praca bardzo się komplikuje i nasz wpływ na konia może nawet zostać zachwiany i zatrzymany. Aby uniknąć tak poważnego problemu, musimy być ostrożni i nie prosić o zbyt wiele i zbyt wcześnie, unikać proszenia o więcej, niż koń jest gotowy wykonać i upewnić się, że każde ćwiczenie wprowadzamy w sposób zrozumiały i budujący u konia pewność.

Dobrym przykładem tego, jak to robić, jest sposób, w jaki wprowadza się ciąg. Musimy zawsze wprowadzać ciąg jadąc od linii środkowej do długiej ściany ujeżdżalni, nie odwrotnie. Po wyjechaniu połowy dziesięciometrowego koła w narożniku, dzięki czemu wjeżdżamy na linię środkową, prosimy konia o wykonanie ciągu w kierunku długiej ściany ujeżdżalni.

Dzięki temu koń wie, że kiedy dotrze do śladu, ćwiczenie będzie zakończone i ściana będzie ciągnęła go jak magnes. Jeżeli jednak poprosimy go o ciąg w kierunku od ściany do linii środkowej zanim poczuje się w tym ćwiczeniu komfortowo, może pomyśleć, że prosimy go o ruch wzdłuż całej długości przekątnej. Koń bardzo dobrze wie, jak długa jest ujeżdżalnia i może uznać to ćwiczenie za zbyt trudne. A wtedy doprowadzimy do usztywnienia, utracimy dążność do ruchu naprzód i wygięcie, a koń po prostu zgaśnie.

Jeżeli koń antycypuje, to nigdy, pod żadnym pozorem, nie możemy konia karać. Zamiast tego musimy poprosić go o coś prostego, co wykona z łatwością, nagrodzić go, a wtedy dopiero poprosić o trudniejsze ćwiczenie, jednak w inny sposób. Musimy także szukać sposobów, w jakie możemy zmniejszyć napięcie i zmieniać nasz sposób pracy. To może oznaczać nie tylko znalezienie innej metody wykonania ćwiczenia, ale nawet kilkudniową rezygnację z powtarzania danego ruchu.

Zamiast zmuszać konie do sprostania naszym wymaganiom, poprzez inteligentną pracę i bycie wrażliwym na potrzeby naszych koni oraz unikanie napięć i antycypowania, możemy spowodować ciągły  rozwój rozluźnienia, koordynacji i dobrej woli.

Dobrej jakości ruch łopatką do wewnątrz wzdłuż linii środkowej. To nieco bardziej zaawansowana wersja ćwiczenia i powinna być wprowadzona dopiero wtedy, gdy koń z łatwością wykonuje chody boczne oraz bez trudu porusza się do przodu i w bok z zachowaniem aktywności, regularności i wygięcia. To zdjęcie obrazuje bardzo pewnego konia, poruszającego się łopatką do wewnątrz po wyraźnych trzech liniach.

Praca w chodach bocznych i zebranie idą ręka w rękę

Budowanie rozluźnienia i koordynacji to jedynie część większego obrazu. Innym bardzo ważnym powodem, dla którego pracujemy w chodach bocznych, jest osiągnięcie naturalnego zebrania. Tego czy chody boczne doprowadziły do jego rozwoju, dowiemy się od naszych koni, gdy tylko zrozumieją czym jest naturalne zebranie – oraz kiedy i jak go używać.

Chody boczne i naturalne zebranie to dwa aspekty treningu, które nie mogą i nie powinny być rozdzielane. Tak jak praca w chodach bocznych prowadzi do bardziej zaawansowanych elementów, tak naturalne zebranie prowadzi do bardziej wyrafinowanego zebrania. Ciąg, lotne zmiany nogi, zygzaki, piruety, piaffy, pasaże – do wykonania tych elementów potrzebujemy lekkości i uniesienia przodu, a to osiągniemy tylko dzięki bardziej wyrafinowanemu zebraniu.

Gdy koń nauczy się chodów bocznych i jego ciało rozwinie się, nauczy się także zebrania. Koń przyswaja tę wiedzę poprzez wykonywanie ruchów, które stopniowo przebudowują jego sylwetkę i prowadzą do osiągnięcia innej równowagi. Ponieważ nauczy się tego w bardzo naturalny dla siebie sposób, nigdy nie będziemy musieli wymuszać od niego zebrania.

Czym więc jest naturalne zebranie?  Co znaczy, że coś jest naturalne? To znaczy, że koń daje nam coś płynnie, gładko i najlepiej jak potrafi. Gdy koń dobrze rozumie to, o co go prosimy i wie jak użyć swojego ciała, aby to osiągnąć.

Naturalne zebranie pochodzi z wnętrza konia, w momencie gdy przygotowuje się do wykonania pewnych ruchów. Wykonanie dobrej pracy w chodach bocznych nie jest możliwe bez tego samoprzygotowania. I mimo że przychodzi to koniowi naturalnie podczas zabaw na pastwisku, to nauczenie się korzystania z tego pod jeźdźcem jest o wiele trudniejsze.

Nie tylko naturalna równowaga konia ulega zachwianiu pod wpływem ciężaru jeźdźca. Koń musi także nauczyć się być w harmonii z jeźdźcem, aby nie wykonywać ruchów spontanicznie, w wyniku swojej woli, ale z zachowaniem dyscypliny.

Podobnie jak zbyt szybkie wymuszanie chodów bocznych może prowadzić do napięcia, tak samo przedwczesne wymaganie zebrania może zniszczyć końską pewność i zdolność do naturalnego zebrania. Naturalne zebranie przyjdzie samo, tak jak i muszą nadejść płynne chody boczne: kawałek po kawałku, krok po kroku.

Trawers w prawo wzdłuż linii środkowej. Ponownie widzimy bardziej zaawansowany ruch. Koń, który dopiero zaczyna wykonywać trawersy, powinien rozpoczynać ćwiczenia przy ścianie, aby były dla niego łatwiejsze do opanowania. Na tym zdjęciu Dinamico porusza się z łatwością w samoniesieniu a Manolo nie podpiera go. Zwróćcie uwagę na perfekcyjne wyrównanie przekątnej pary kończyn – prawej przedniej i lewej zadniej.

To nie oznacza jednak, że jeździec nigdy nie może poprosić konia o odrobinę więcej zebrania. Ponieważ koń się tylko uczy, są momenty, w których jeździec za pomocą kontaktu i swojego ciała w odpowiednim czasie wysyła konia lekko naprzód, zachęcając go do odnalezienia odpowiedniego poziomu naturalnego zebrania potrzebnego do wykonania ruchu. Jeździec musi to zrobić bez przekraczania granicy możliwości konia.

To wymaga od jeźdźca wiele dobrego wyczucia. Zdecydowanie ważniejsze niż wiedza o tym, kiedy poprosić o więcej, jest to, aby wiedzieć kiedy przestać prosić w ogóle.

Zebranie to wspólny wysiłek. To praca zarówno jeźdźca jak i konia, oparta na perfekcyjnym zrozumieniu i harmonii, gdzie oboje wspierają się wzajemnie w takim stopniu, aby złączyć się w jedność.

Lubię myśleć o tym, porównując do pary łyżwiarzy, którzy dopracowali i dopieścili swój występ do bardzo wysokiego poziomu wyrafinowania, w którym sprawiają wrażenie jakby nie byli już dwiema odrębnymi osobami. Ich duet stał się niesamowicie zintegrowany i wydają się być jednością.

Dochodzą do momentu swojego występu, kiedy partner musi unieść partnerkę nad głowę i trzymając ją w ten sposób pojechać dookoła lodowiska. Od momentu kiedy ona uniesie stopę nad lodem, łyżwiarz jest w gotowości i czeka w najlepszej możliwej pozycji, aby unieść partnerkę i utrzymać ją. Jednakże sylwetka przyjęta przez łyżwiarkę również aktywnie sprzyja dźwignięciu jej przez łyżwiarza. Jeżeli jej równowaga nie byłaby wystarczająco dobra, wpłynęłoby to na stabilność mężczyzny. Jeżeli ona jest dobrą łyżwiarką, to dopasuje swoje ciało i równowagę tak, aby pomóc swojemu partnerowi.

Może będzie potrzebowała do tego nieznacznie ruszyć ramieniem naprzód lub w tył i dopasować rozkład swojej wagi, albo nieco wyżej lub niżej trzymać głowę i szyję. Będzie w stanie wyczuć na podstawie równowagi łyżwiarza jakiego sposobu zrównoważenia potrzebuje, aby utrzymać całkowitą harmonię z partnerem.

Musimy starać się znaleźć taką samą równowagę i wyczucie pomiędzy nami a naszymi końmi. Jeżeli chcemy stworzyć partnerstwo, to nie możemy jeździć ze sztywnym ciałem lub umysłem, ponieważ wtedy blokujemy naszego konia, zamiast pozwalać mu z nami płynąć. Musimy doskonalić naturalną i niezależną równowagę konia własnymi działaniami.

Zebranie to partnerstwo, w którym koń i jeździec stają się bardzo zgrani, połączeni w sześć nóg, dwa umysły i dwa serca poruszające się jako jedność.

 

Jeździec, który za pomocą nieustępującego, niedelikatnego kontaktu utrzymuje krótką szyję konia, a następnie używa ostróg aby sztucznie „zaokrąglić go” i wykonać piaff, nie tworzy i nie osiąga prawdziwego zebrania. Tak jak fałszywe zebranie nie może równać się z prawdziwym, tak samo wykonywanie ruchów tylko z techniczną dokładnością nie jest ujeżdżeniem. Bo ujeżdżenie to wdzięk, lekkość, piękno i harmonia.

 O AUTORZE:
MANOLO MENDEZ – był pierwszym głównym jeźdźcem i jednym z sześciu współzałożycieli Royal Andalusian School of Equestrian Art. Mieszcząca się w Jerez w Hiszpanii Szkoła, jest jedną z czterech klasycznych szkół jeździeckich. Jako mistrz jeździectwa z ponad czterdziestoletnim stażem w klasycznym ujeżdżeniu, doma vaquera (tradycyjna, hiszpańska odmiana wykorzystywania koni do pracy na gospodarstwie) i skokach przez przeszkody, Manolo propaguje łagodne i przyjazne koniom metody treningowe, przygotowujące te zwierzęta psychicznie i fizycznie do wymagań stawianych przed nimi na każdym poziomie wyszkolenia – od podstaw po elementy Grand Prix i Haute Ecole. Więcej informacji i artykułów znajduje się na stronie manolomendezdressage.com 

Podobne artykuły:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *