Konfliktowe zachowania – przyczyny, efekty i rozwiązania

Autor: Susan McBane
Tłumaczenie: Karolina Pilichowska

TO mój pierwszy artykuł dla Classical Way i mam nadzieję, że okaże się przydatny. Wybrałam taki temat, ponieważ bardzo wiele problemów związanych z jazdą i obsługą koni powstaje z ludzkiej niewiedzy na temat sposobu myślenia i uczenia się tych zwierząt. Jeżeli konie rozumieją czego od nich wymagamy, zazwyczaj są posłuszne – jeżeli tylko mogą.

W ostatnich dekadach przeprowadzono wiele dogłębnych badań naukowych dotyczących zachowania, psychologii i biomechaniki koni, więc wiemy więcej niż kiedyś na temat tego, jak konie się zachowują, jak myślą i jak się poruszają. Dość nowa dziedzina nauki o jeździectwie (ang. Equitation Science – ES) dała nam już potwierdzone i skuteczne etyczne podstawy (w postaci „teorii uczenia się przez konie”), które powinny być bazą dla przyszłych działań związanych z uprawianiem jeździectwa i chowem koni.

Niestety w przeciągu ostatniego półwiecza nastąpił zauważalny na całym świecie spadek ogólnych standardów jeździeckich. Wydaje mi się, że stało się tak ze względu na ogromne dążenie dzisiejszego społeczeństwa do rywalizacji w każdej dziedzinie życia, a więc także w jeździectwie.

Spadek standardów i używanie koni jako narzędzi i maszyn umożliwiających zaspokojenie pragnienia odnoszenia zwycięstw, wpływa niekorzystnie na nasze konie. To chłodne podejście do koni jest szczególnie przykre, ponieważ nie są one ani istotami agresywnymi, ani nie mają potrzeby rywalizacji.

Chciałabym w tym artykule opowiedzieć o tym jak konie myślą, uczą się i zachowują. Chciałabym podać nie tylko kilka przykładów zastosowania zasad klasycznego jeździectwa, ale także wiedzę naukową i teorie uczenia się przez konie od praktycznej strony, opisując konie i jeźdźców, których kiedyś trenowałam i uczyłam.

TO jest jedną z podstawowych właściwości natury ludzkiej, że człowiek desperacko dąży do osiągnięcia celu, a porażka w tym dążeniu prowadzi do frustracji – w efekcie człowiek staje się oschły. Oczywiście nie dotyczy to każdego, ale wiele osób tak właśnie działa. Niezależnie od tego czy uderzymy się w palec próbując złożyć mebel, czy próbujemy okiełznać dzieci lub zwierzęta, czy może chcemy wyjść na swoje podczas dyskusji lub kłótni – w sytuacji gdzie takt, łagodność i dyplomacja nie działają, popadamy we frustrację. Właśnie wtedy myśl o użyciu odrobiny siły (psychologicznej lub fizycznej) pojawia się w naszych głowach – i wydawać by się mogło, że używamy jej w najodpowiedniejszy sposób.

Wspinanie się jest automatyczną reakcją obronną.

 

Użycie siły wydaje się sprawdzać w niektórych sytuacjach. Rzadko myślimy o długoterminowych skutkach użycia bezpośredniej przemocy. Pragnienie osiągnięcia celu czy wygranej jest tak silne, że, wiele osób o to nie dba. Pytanie brzmi: a co jeśli nawet ta lekka przemoc nie zadziała? Niektórzy ludzie poddają się („jaki to ma sens?”), przekazują problem innym („sam to zrób, jeśli jesteś taki mądry”), próbują płakać („naprawdę sprawiłeś mi teraz przykrość!”) lub obwiniać innych („zobacz ile dla ciebie zrobiłem”) albo biorą odwet („to znowu ty, ty zawsze…”). Inni stają się szorstcy („zrobisz to teraz”) i używają gróźb (zagranie psychologiczne) lub przemocy fizycznej (w stosunku do koni są to zwykle takie działania jak bicie, kopanie, nadużywanie bata, pętanie, silny kontakt na wędzidle i tak dalej).

Oczywiście, żadna z tych rozpaczliwych taktyk nie działa na konie. One nie pojmują ludzkiego języka, rozróżniają jedynie proste brzmienia. Nie rozumieją także swojego „obowiązku” „bycia grzecznym” i „wykonywania poleceń” w zamian za to, że płacimy za ich utrzymanie. Konie są niesamowicie silne, więc jeśli zaczną się przeciwstawiać, mogą stanowić dla nas zagrożenie. Jednocześnie są wrażliwe pod względem psychicznym oraz fizycznym i źle znoszą przemoc czy fizyczny ból.

To nic nowego

Ludzie z najstarszych cywilizacji zauważyli już, że konie uczą się poprzez skojarzenia: gdy zrobią coś, co ma przyjemne konsekwencje, będą powtarzać to zachowanie, a nawet mogą szukać okazji by je powtarzać. Lecz jeśli dane działanie (niezależnie czy wykonane z własnej woli czy w odpowiedzi na naszą prośbę) będzie dla nich niewygodne, bolesne, lub będzie powodować strach, to bez wątpienia w przyszłości będą starały się go unikać. Jesteśmy w stanie to zrozumieć, ponieważ jako ludzie zachowujemy się dokładnie tak samo.

Dlaczego więc tak wiele osób ucieka się do użycia siły, gdy napotyka niechętnego do współpracy konia, a tym samym pogłębia problem? Podążanie drogą siły i przemocy jest jedną z przyczyn powstawania zachowań konfliktowych, ponieważ wywołuje ona u konia dezorientację, frustrację i przerażenie.

Kolejną kwestią jest to, że przedstawiciele wczesnych cywilizacji myśleli o koniu jako istocie „o nieskomplikowanym umyśle”. W dzisiejszych czasach nauka potwierdziła, że konie mają niesamowitą pamięć i wszystkimi swoimi zmysłami spostrzegają najdrobniejsze detale otoczenia, włączając w to dotyk (który działa również wtedy, gdy stosujemy pomoce jeździeckie itp.). W ograniczonym stopniu mogą także wyciągać wnioski, jednak inaczej niż my odróżniają to co prawidłowe i nieprawidłowe. Często mimowolnie wywołujemy konfliktowe zachowania u koni poprzez nieprawidłowe stosowanie presji (pomocami lub ułożeniem ciała).

W największą dezorientację wprawia konie (1) używanie dwóch przeciwstawnych pomocy (rąk i łydek) w tym samym momencie, (2) niewłaściwy moment przyłożenia lub odpuszczenia (zaprzestania działania) pomocy oraz (3) niekonsekwencja w stosowaniu pomocy, czyli niewymaganie od konia za każdym razem takiej samej reakcji na dane pomoce.

Konie nie mają na to wpływu…

Wszystko co dezorientuje lub niepokoi konia – poczynając od nagłego odgłosu poprzez niewygodny sprzęt, aż do niezrównoważonego, nadaktywnego jeźdźca, który używa sprzecznych i niekonsekwentnych pomocy – może powodować konfliktowe zachowania. Naturą koni jako zwierząt uciekających jest odczuwanie niepokoju w obecności każdej rzeczy mogącej zaburzyć ich spokój lub bezpieczeństwo. Wszystko co nawet delikatnie je zaalarmuje, przykuwa ich uwagę i odrywa od pracy, którą w danej chwili z nimi wykonujemy. Instynkt przetrwania u koni jest tak głęboko zakorzeniony, że w mgnieniu oka może wywołać niepokój, wierzganie, wspinanie się, ponoszenie i podobne. To są automatyczne zachowania obronne.

Wszyscy wiemy, że ze względu na swoją naturę, konie mogą w ułamku sekundy „wybuchnąć” lub zawrócić i pogonić w przeciwnym kierunku. Nie mają wyboru. Ich mózgi wywołują takie reakcje. Ale im głębszy będzie u nich nawyk do prawidłowej odpowiedzi na nasze pomoce, tym mniejsze będzie prawdopodobieństwo wystąpienia niepożądanych zachowań i będziemy mogli szybciej odzyskać panowanie nad koniem.

Innym środkiem, służącym do poprawy naszego bezpieczeństwa jest poświęcenie czasu i zaangażowanie na zadnie sobie trudu osiągnięcia stanowczego, głębokiego, pewnego dosiadu – który jak wynika z mojego doświadczenia, w dzisiejszych czasach nie jest właściwie nauczany.

…ale my mamy

„Do przodu” i „z impulsem” nie oznacza szybkiego tempa. Koń na zdjęciu został nauczony „gonienia” na lonży w błędnym przekonaniu, że to właśnie jest impuls.

Czasami nasze umiejętności jeździeckie lub sposób obchodzenia się z końmi są niedostosowane do procesu przetwarzania bodźców przez konia. Nie potrzeba wtedy żadnych zewnętrznych czynników, by wywołać u konia „złe zachowanie” takie jak brykanie, ciągnięcie itp. Jestem zapaloną zwolenniczką nauki o jeździectwie (ES), w skład której wchodzi teoria procesu uczenia się przez konie, i stosuję dostępną wiedzę w połączeniu z technikami jeździectwa klasycznego.

Samo słowo „nauka” jest odpychające dla wielu osób. Zazwyczaj jednak te osoby nie zdają sobie sprawy, że regularnie korzystają z jej odkryć. Bo jak na przykład poradziliby sobie bez weterynarzy różnych specjalności? Naukowcy, którzy koncentrują się na psychologii, zachowaniu i innych „psychicznych” aspektach nauki, także mają tu wiele do powiedzenia. To właśnie te gałęzie nauki, na przestrzeni kilku ostatnich dekad, przyczyniły się i przyczyniają do rozwoju nauki o jeździectwie (ES) wraz z teorią uczenia się przez konie. Są to po prostu logiczne zasady, określone na podstawie tego jak myśli koń – można powiedzieć, że „mówią językiem koni”. To dlatego nie powodują dezorientacji i frustracji – głównego powodu konfliktowych zachowań.

Pierwszą i podstawową zasadą jest stosowanie jednej pomocy na raz: oznacza to brak jednoczesnego przykładania łydki i działania wodzami. Stare klasyczne powiedzenie mówi: „łydką bez ręki, ręką bez łydki” i jest podwaliną również dla nauki o jeździectwie (ES). Koń otrzymując jedną informację jest w stanie sobie z nią poradzić. Gdy jednak otrzyma dwie jednocześnie, będzie miał z tym problem. Doświadczony koń może sprostać sygnałom napływającym do niego jeden po drugim, ale koń dopiero wdrażany w trening już nie. Konie potrzebują przerwy pomiędzy pomocami w postaci dwóch, trzech sekund. Powinniśmy przekazywać im sygnały najprościej jak się da.

Wedle nauki o jeździectwie (ES) konie powinny być także uczone w ręku (bez jeźdźca). Celem takiej pracy jest przyswojenie przez nie prawidłowych reakcji na pomoce wysyłające do przodu, wstrzymujące/zatrzymujące, polecające cofanie czy uniesienie i obniżenie głowy, a także ustępowanie zadem. Gdy staną się one praktycznie odruchowe (dla większości koni wystarczy kilka lekcji), bardzo łatwo można przenieść te umiejętności do pracy pod siodłem. Dzięki temu jazda staje się dużo łatwiejsza i bezpieczniejsza.

Za sprawą tego, że koń w danej chwili otrzymuje tylko jedną i łatwą do zrozumienia pomoc (na którą nauczył się reagować) problemy behawioralne zostają zduszone zanim w ogóle się pojawią. W nie-naukowym języku można powiedzieć, że posłuszeństwo staje się dla konia prawie automatyczne – chyba że wydarzy się coś strasznego i uruchomi głęboko zakorzeniony u koni instynkt przetrwania. Trenowanie koni w ten sposób czyni je pewnymi, zrelaksowanymi, spokojnymi i posłusznymi – takimi jakie powinny być dobre konie wierzchowe.

Ze względu na to, że nie jestem w stanie wszystkiego szczegółowo opisać, na końcu artykułu podaję kilka źródeł i tytułów książek odnoszących się do nauki o jeździectwie (ES), dzięki którym możecie poszerzyć swoją wiedzę. Dla wyjaśnienia, opowiem o czterech przypadkach koni i jeźdźców, na których natknęłam się przez ostatnie 18 miesięcy. Ich trening przebiegał zgodnie z wynikami badań nauki o jeździectwie (ES) i wiedzy o procesie uczenia się przez konie, w połączeniu z klasycznym jeździectwem. Wszystkie konie wykazywały zachowania konfliktowe, a jeźdźcy zachowania”sfrustrowanie”. Jak sami zaraz zobaczycie, dwoje z nich zmieniło sposób myślenia o jeździe i obchodzeniu się z końmi, w efekcie czego otrzymało zasłużone rezultaty. Pozostała dwójka nadal zmaga się problemami.

PRZYPADEK I

Elkie była piękną, wrażliwą klaczą rasy duński koń gorącokrwisty (Danish Warmblood). Została zakupiona jako koń profesor „na guziki” od dobrze znanego zawodnika i trenera koni ujeżdżeniowych. Właścicielka, Angela, to miła i wrażliwa osoba. Ta para mogła współpracować dopóki klacz „dobrze się zachowywała”, ale gdy było inaczej, właścicielka była przerażona. Stanowiły parę od czterech miesięcy.

Podczas jazdy Elkie nie mała za grosz zaufania do Angeli. Ponosiła, wieszała się na wędzidle, nie tolerowała łydki i często się płoszyła. Na lonży pędziła jak maszyna. Ewidentnie była szkolona w błędnym przekonaniu (trenera ujeżdżeniowego), że to właśnie oznacza „na przód” i „z impulsem” – bardzo powszechny i szkodliwy dla konia błąd. Z pewnością była jeżdżona na sztywnej, bardzo mocnej i ciągnącej ręce, zamiast poprawnie od zadu.

Jako że lonżowanie techniką „gonienia” jest odbierane przez niektóre konie jako straszne i niepokojące (ze względu na to, że są to zwierzęta uciekające), zaleciłam zaprzestanie tej praktyki. Zaczęłam naukę w ręku, aby klacz szła „do przodu”, zwalniała/zatrzymała się/cofała na moje polecenie, opuszczała i podnosiła głowę, robiła zwroty. Tego wszystkiego nauczyła się na pierwszej lekcji, na końcu której była o wiele spokojniejsza. Angela także dowiedziała się jak wykonywać te elementy, ale miała problem z konsekwentnym ich stosowaniem.

W nauce o jeździectwie (ES) występuje „skala wykształcenia” (rozwoju). O ile jest poprawnie stosowana, w efekcie otrzymujemy konia posłusznego, lekkiego na pomocach i poruszającego się w równowadze – są to podstawowe wymagania do otrzymania przyjemnego i bezpiecznego do jazdy konia. Bardzo istotna jest również zasada, by stosować pomoc tak długo, aż nie otrzymamy odpowiedzi i natychmiast przerwać jej stosowanie. Tak jak w każdym szkoleniu rozwój przychodzi stopniowo, w miarę upływu czasu, co dla Angeli wydawało się trudne. Jednak poprawiła nieco swój dosiad, dzięki czemu Elkie stała się lżejsza na ręku i przestała brykać, gdy Angela przykładała łydkę. Pracowałyśmy nad utrzymaniem u Elkie wolnego tempa i spokoju, w efekcie czego klacz stała się bardziej opanowana, posłuszna i zrelaksowana.

Pracowałam nad dosiadem Angeli i jej pozycją tak, aby czuła się w siodle pewniej i (na co liczyłam) przestała używać wodzy jako „pasa bezpieczeństwa”. Niestety na jednym z treningów Elkie mocno się spłoszyła przelatującego przed jej pyskiem ptaka i Angela spadła. Zaprzestała także treningów. Słyszałam, że powróciła do lonżowania Elkie w szybkim tempie, by pozbawić jej nadmiaru energii przed jazdą. Klacz ponownie stała się trudna do opanowania, zarówno na lonży jak i pod siodłem. Dodatkowo pojawiły się problemy w trakcie prowadzenia na maneż i z powrotem, więc Angela wysłała ją na emeryturę (jako sześciolatkę).

PRZYPADEK II

Barney to 15-letni szkocki wałach, będący w trzech czwartych pełnej krwi angielskiej. Startował w WKKW, a teraz miał zacząć chodzić skoki niskich klas pod swoją właścicielką Sandrą – doświadczoną amazonką, samoukiem. Ich problem stanowił „twardy jak stal pysk” (rzecz nierzadko spotykana u koni po WKKW), zbytnia ekscytacja skokami, sztywność i niezdarność.

Sandra miała tylko cztery lekcje (już na początku ustaliła taki plan, ponieważ lubi pracować sama), ale przyswoiła klasyczny dosiad i wiedzę o procesie uczenia się przez konie zdumiewająco dobrze. Kupiła dwie książki, które jej zarekomendowałam (nie moje!), przeczytała je ze zrozumieniem. Pomiędzy naszymi treningami z łatwością przełożyła wiedzę na praktykę. Pracowałyśmy nad jej dosiadem i wykonywałyśmy pracę w ręku z uwzględnieniem zasad nauki o jeździectwie (ES), tak samo jak w przypadku Elkie. Barney, jak za dotknięciem magicznej różdżki, uspokoił się i przestał ciągnąć. Sandra przełożyła nowe umiejętności na pracę pod siodłem i Barney uzyskał równowagę i zwinność. Dodatkowo, z pomocą dobrych suplementów na stawy i poprawnej pracy, stał się bardziej rozluźniony i sterowny. Sądzę, że skoki przez przeszkody przynoszą im wiele radości.

PRZYPADEK III

Sześcioletni wałach Caspar był mieszanką araba z małym koniem. We wczesnym okresie życia nauczył się mocno brykać. Jego właścicielka – odważna, młoda dziewczyna o imieniu Holly, była zdeterminowana by go zmienić. Zadziwiająco dobrze trzymała się w siodle i nigdy nie spadła z Caspara. Ostatnio próbowała zminimalizować brykanie poprzez nie wypuszczanie konia do przodu i w dół (bo wtedy zwykle brykał) i utrzymywanie jego głowy w zwyczajnej roboczej pozycji. Na rozciągnięcie pozwała mu tylko w momentach, gdy stał. Nie było to jednak idealne rozwiązanie i potrzebowała bardziej efektywnych sposobów. Cały czas czuła, że brykanie może nastąpić w każdej chwili.

Caspar miał przebadane plecy, sprawdzone siodło wraz z popręgiem, a także sama sprawdziłam to jeszcze raz. Wydawało się, że problem tkwi gdzieś indziej. Jak zwykle zaczęłyśmy od pracy z ziemi i powtarzałyśmy to na początku każdej lekcji. Holly także ćwiczyła pomiędzy treningami. Wyjaśniłam skalę wykształcenia (rozwoju) i omówiłam dokładnie jak używać pomocy z ziemi i z siodła.

Niestety Holly nie mogła zrozumieć powiązań pomiędzy wytworzeniem dobrych i pewnych nawyków w pracy z ziemi, a osiąganiem poprawnego zachowania pod siodłem. Wykonywała zadania, ale przeczuwałam, że jej zdaniem to nie zadziała, mimo że działało. Ponieważ chciała skakać, rozpoczęła też treningi z trenerem skoków równolegle z treningami ujeżdżeniowymi ze mną. Zwróciłam jej uwagę, że stosowanie różniących się od siebie zasad szkoleniowych (które mi opisała) zdezorientuje Caspara i wywoła stan umysłu wywołujący konfliktowe zachowania. Koń znów zaczął brykać i jej trener polecił ukarać go batem za każdym razem gdy to robił. Celem miało być kojarzenie brykania z bólem i skutkować zmianą zachowania. Oczywiście to pogorszyło brykanie. Słyszałam, że w końcu sprzedała go jako konia do bryczki.

PRZYPADEK IV

Aldo, czternastoletni duński koń gorącokrwisty, wykastrowany i zajeżdżony został jako siedmiolatek. Wcześniej używany był jako ogier. Otrzymał szybkie przeszkolenie „jak ma się zachowywać”, a następnie równie szybki kurs „ujeżdżeniowy”. Wszystko po to, aby można było go jak najszybciej sprzedać do Anglii. Bał się bata, a pod siodłem chodził tak prędko jak tylko był w stanie, niemal dotykając podbródkiem do nadgarstków. Podobnie jak w przypadku Elkie, przerażało go lonżowanie i poruszał się bardzo mocno „na przodzie”. Uczył się wolno, z oporem, prawdopodobnie ze względu na to, że zawsze był zaniepokojony i nerwowy. Dodatkowo gryzł i kopał, wycierał jeźdźca o ogrodzenie, przyciskał do drzew lub ścian, ale nie brykał, nie płoszył się ani nie wspinał.

Jego właścicielka, Pat, kupiła go jako ujeżdżeniowego nowicjusza, ale doszli (co było łatwe do przewidzenia) donikąd. Wyjaśniłam jego właścicielce jak musiał być „trenowany”, a raczej maltretowany i jak to wpłynęło na jego sposób myślenia i zachowanie. Jego niechciane nawyki i zachowania obronne musiały zostać „wygaszone” i „zaprogramowane” na nowo. Zasugerowałam, by nie wsiadać na niego przez kilka dni, zanim nie zacznie prawidłowo i szybko odpowiadać na lekkie sygnały z ziemi. To była ulga dla jego właścicielki! Odrobiła pracę domową wyśmienicie.

W skrócie, wróciłam do standardowych ćwiczeń: do przodu/zwolnij/stój/cofnij, głowa do góry/w dół, zwroty w ręku; dopóki koń nie stał się całkowicie posłuszny. Wtedy wprowadziłam komendy głosowe, wydając je na chwilę przed pomocą fizyczną, aby później pomagać sobie w ten sposób podczas jazdy. Po tygodniu, gdy ponownie spotkałam się z tą parą, najpierw wykonałam pracę w ręku i przećwiczyłam komendy głosowe z Pat siedzącą pasywnie w siodle. Następnie ona przejęła kontrolę, używając jasnych, konsekwentnych pomocy poprzedzonych znanymi dla Aldo komendami głosowymi – w ten sposób rośli w siłę. Pracowałam jeszcze nad jej dosiadem i teraz biorą udział w zawodach ujeżdżeniowych niższych klas, co zupełnie zadowala Pat.

Polecane książki, wszystkie dostępne przez internet:

The Classical seat’, której autorką jest Sylvia Loch oraz jej pozostałe książki i DVD.

Equitation Science’ napisane przez Paula McGreevy i Andrew McLean.

Polecam również odwiedzić stronę centrum Australian Equine Behaviour Centre (www.aebc.com.au), kliknąć “Shop” i rozważyć zakup kolekcji ‘Academic Horse Training’ złożonej z książki, DVD i egzemplarza książki ‘The Truth About Horses’. Ta ostatnia pozycja dostępna jest oddzielnie i również gorąco ją polecam – to doskonały wstęp do poznania nauki o jeździectwie (ES) oraz wiedzy o procesie uczenia się przez konie.

Więcej artykułow Susan McBane można znaleźć na stronie internetowego magazynu Tracking-up.

 O AUTORZE:
SUSAN McBANE – posiada certyfikat z nauki o jeździectwie (Higher National Certificate in Equine Science and Management) oraz jest laureatką nagrody Gold Award klubu “Classical Riding Club”. Uprawia jeździectwo klasyczne, którego jest nauczycielem i trenerem. Trenowała z Dési Lorent, wieloletnią przyjaciółką i uczennicą mistrza Nuño Oliveira. Susane napisała 44 książki na temat koni i jest współwydawcą magazynu Tracking-up (www.tracking-up.com). Jest też praktykującym członkiem Stowarzyszenia Nauki o Jeździectwie – The International Society for Equitation Science.

www.susanmcbane.com

 

Podobne artykuły:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *