Kłus wyciągnięty? Nie oceniaj po wymachu!

Autor: Classical Way

„Międzynarodowa Federacja Jeździecka (FEI) wprowadziła w 1929 roku Międzynarodowe Zawody w Ujeżdżeniu celem uchronienia sztuki jeździeckiej od zniekształcenia, na które mogłaby być narażona i utrzymania jej w czystości zasad, tak, aby mogła być przekazana przyszłym pokoleniom jeździeckim w niezmienionej formie.”

Przepisy dyscypliny ujeżdżenia na zawody krajowe i międzynarodowe (dział A, rozdział II, Artykuł 419: „Cel międzynarodowych zawodów w ujeżdżeniu”)

 „Wyszkolenie konia musi odpowiadać kryteriom skali szkoleniowej. Takt, rozluźnienie, kontakt, impuls, prostowanie i zebranie powinny być dostosowane do wymogów danej klasy i poziomu wyszkolenia.”

Wprowadzenie do przepisów dyscypliny ujeżdżenia

„Doskonale” – oto słowo, które widnieje przy cyfrze 10 na skali oceny ruchów ujeżdżeniowych. W obecnych czasach pojawia się ona na protokołach coraz częściej. Czy słusznie? „Doskonały” oznacza taki, który posiada wszelkie zalety, odznacza się najwyższą jakością, coś czego nie można już ulepszyć; doskonałość to brak wad. Jak wygląda wzorowy kłus wyciągnięty w świetle przepisów?

„W kłusie tym koń pokrywa możliwie jak najwięcej przestrzeni. Bez śpieszenia powinno nastąpić maksymalne wydłużenie wykroku wskutek impulsu pochodzącego z zaangażowanego zadu. Zawodnik pozwala koniowi postawionemu na pomocach powiększyć ramy i maksymalnie kryć przestrzeń. Kopyto przedniej kończyny powinno dotknąć ziemi w miejscu przez nie wskazanym. Ruch przedniej i tylnej kończyny powinien być równoległy w momencie wysunięcia do przodu. Całość ruchu powinna charakteryzować się równowagą, a przejście do kłusa zebranego płynnością wynikającą z przeniesienia ciężaru na zad.”

Przepisy dyscypliny ujeżdżenia, dział A, rozdział I art. 404, pkt. 4.5.

Przyjrzyjmy się temu, co to oznacza w praktyce.

„W kłusie tym koń pokrywa możliwie najwięcej przestrzeni (…)”

Kłus jest ruchem dwutaktowym z fazą zawieszenia, w którym kończyny konia poruszają się parami na krzyż (lewa przednia z prawą zadnią, prawa przednia z lewą zadnią). Aby osiągnąć możliwie najobszerniejszy ruch kończyn, niezbędnym do tego elementem wyszkolenia jest osiągnięcie impulsu – 4. stopnia piramidy ujeżdżeniowej, będącego składową siły nośnej i pchającej (niezbędnych do osiągnięcia wyrazistej fazy zawieszenia w danym chodzie). Aby dojść do tego punktu skali, należy jednak odpowiednio dopracować poprzednie stopnie (takt, rozluźnienie i kontakt), dzięki czemu unikniemy takich negatywnych konsekwencji w ruchu naprzód, jak na przykład utrata równowagi. W artykule 416 przepisów ujeżdżenia czytamy, że „impuls jest miarą przekształcenia energii wytwarzanej przez zad konia” – tak więc obszerny krok jest konsekwencją głębokiego wkraczania pod kłodę zadnich nóg konia. Od ruchu zadu zależna jest praca najdłuższego mięśnia grzbietu (longissimus dorsi), przebiegającego wzdłuż kręgosłupa konia po obu jego stronach, który jest odpowiedzialny za wywoływanie ruchu naprzód. Jeżeli wykrok zadniej kończyny zostanie skrócony, dojdzie do zablokowania mięśnia najdłuższego grzbietu – jego pernamenty skurcz powoduje usztywnienie i szybkie zmęczenie grzbietu (a w konsekwencji zapadnięcie się). Warto także wspomnieć, że napięcie tego mięśnia utrudnia koniowi oddychanie – wraz z mięśniami grzbietu usztywnia się przednia część mięśnia zębatego, podwieszającego klatkę piersiową (patrz: U. Bürger, O. Zietschmann, 2010).

Mięśnie grzbietu pełnią również funkcję ochronną dla kręgosłupa i muszą mieć możliwość działania. „Praca grzbietu” polega na ich współdziałaniu podczas ruchu wraz z innymi grupami mięśni. W wyniku stałego poruszania się kręgosłupa mięśnie grzbietu muszą naprzemiennie kurczyć się i rozluźniać, ale nie są to tak silne skurcze jak w przypadku stawiania przez konia oporu (jak np. wtedy gdy broni się on przed zbyt silnym działaniem ręki).  Jeżeli grzbiet będzie spięty, mięśnie nie będą w stanie pracować płynnie (patrz: K. Blignault, 2011). Ograniczenie pracy grzbietu możemy zaobserwować między innymi w braku równoległości przedniej i tylnej kończyny konia.

Impuls często bywa także błędnie rozumiany. Często zamiast do wydłużenia kroku, jeździec prowokuje konia do tego, aby spieszył i stawiał krótsze kroki, niż jest w stanie. W konsekwencji ciężar konia przenosi się na przednie kończyny, a faza lotu ulega skróceniu. Błędnie rozwijany impuls można rozpoznać po drodze jaką pokonują stawy skokowe konia podczas ruchu – będą one poruszać się najpierw w górę i dopiero później w przód lub nawet w górę, a następnie w tył! Taki niepoprawny sposób prowadzenia zadnich kończyn jest widoczny również wśród koni startujących na najwyższych rangą zawodach. Wskazuje to nie tylko na zaburzenia równowagi, ale także na napięcie w obrębie grzbietu. Poprawnie rozumiany impuls powoduje, że stawy skokowe konia poruszają się po torze skierowanym do przodu i w górę. Dodatkowo, jeżeli impuls został rozwinięty poprawnie, to ślady zadnich nóg powinny wkraczać w ślady pozostawione przez kończyny przednie lub nawet je przekraczać.

(…) powiększyć ramy (..)

Gerd Heuschmann wielokrotnie podkreśla w swoich pracach, że na czworobokach bardzo rzadko widzi się jeźdźców, którzy podczas wyciągniętego kłusa wychodzą z ciałem do przodu i oddają koniowi rękę, pozwalając na wyciągnięcie szyi i wydłużenie ramy. Zamiast tego podczas posyłania konia do przodu pozostają bez ruchu lub wręcz odchylają się, zawisają na wodzach i sztucznie podnoszą szyję konia, osiągając efekt spektakularnego wyrzucania przednich kończyn w górę. Niestety dzieje się to kosztem utraty rozluźnienia (usztywnienem i zapadnięciem się grzbietu) oraz utratą aktywności zadnich kończyn. Również w tym przypadku obserwujemy brak równoległości przedniej i tylnej kończyny. Czasem dochodzi do sytuacji, w której przednia kończyna ląduje na ziemi wcześniej niż tylna – to bardzo wyraźny znak, że koń ma mocno obciążone przednie kończyny i nie angażuje zadu (nawet jeśli sprawia wrażenie idącego mocno naprzód).

Ruch przedniej kończyny jest zatem w dużej mierze zależny nie tylko od pracy zadu, ale również od pozycji szyi konia. Skrócona szyja powoduje skrócenie akcji mięśnia ramienno-głowowego, biegnącego od kości ramiennej do skroniowej (poniżej kręgosłupa szyjnego) i odpowiedzialnego za wyciąganie kończyny piersiowej do przodu i wykrok. Gdy mięsień ramienno-głowowy jest nadmiernie skrócony, koń porusza się spektakularnym krokiem pokazowym z charakterystyczną wysoką akcją przednich nóg. Taki krok jest obszerny tylko pozornie, ponieważ skróceniu ulega faza lotu (koń nie dociera kopytem w miejsce, które wskazuje). Inną kwestią jest to, że: „koń w żadnym chodzie i w żadnym tempie nie jest w stanie kroczyć przednimi kończynami dalej, niż do linii prostej, którą można przeciągnąć od najdalej wysuniętej do ziemi części nosa” (Plinzner*).

„Kopyto przedniej kończyny powinno dotknąć ziemi w miejscu przez nie wskazanym”

Jeżeli kopyto konia nie dotyka ziemi w miejscu, które wskazuje podczas fazy lotu w kłusie, świadczy to o napięciu w obrębie mięśnia najszerszego grzbietu (latissimus dorsi). Przyczyną powstania tego problemu jest przeniesienie napięcia z mięśnia najdłuższego(longissimus dorsi). Z powodu zmniejszonej elastyczności, mięsień ten blokuje możliwość wyprostowania się stawu ramiennego konia. W takim wypadku kończyna przednia wyrzucana jest do przodu ze stawu łokciowego (krótszy wykrok), a koń nie jest w stanie dotrzeć kopytem w miejsce, które wskazuje – kończyna konia ląduje na ziemi znacznie wcześniej, a wręcz nawet cofa się, aby móc ponownie spotkać się z podłożem.

Dosiad

Jak już zostało wspomniane wcześniej, dosiad jeźdźca również odgrywa znaczącą rolę przy kształtowaniu ruchu konia w kłusie wyciągniętym. Istnieje szereg opracowań wskazujących na to, że poprawna sylwetka jeźdźca umożliwia koniowi optymalną pracę. Niemniej, jeśli skupiamy się wyłącznie na kłusie wyciągniętym, kluczowym aspektem w umożliwieniu koniowi dobrego wykonania tego ćwiczenia jest lekkie przesunięcie tułowia do przodu oraz oddanie ręki. Udo Burger i Otto Zietschmann (2010) podkreślają, że koń musi iść do przodu spokojnie, pewnie i energicznie, niezależnie od tego czy kontakt jest utrzymywany, czy też wodza zostaje oddana. Jednocześnie koń nie powinien przyspieszać i wciąż pozostawać pod kontrolą pomocy. Zatem zaokrąglona sylwetka konia i ustawienie na wędzidle muszą wynikać z prawidłowej pracy zadu i połączenia konia „przez grzbiet” z ręką jeźdźca i nie powinna być utrzymywana za pomocą wstecznego działania wodzy. Potwierdza to w swojej pracy Gerd Heuschmann (2007) – podczas gdy jeździec podtrzymuje głowę i szyję konia, to z tej funkcji zwolnione zostaje więzadło karkowe (przebiegające tuż pod grzywą konia i łączące się na wysokości kłębu z więzadłem nadkolcowym, biegnącym powyżej wyrostków kolczystych kręgosłupa aż do ogona), a co za tym idzie, nie dochodzi do naciągnięcia więzadła karkowego i nadkolcowego. W efekcie mięsień najdłuższy grzbietu nie jest w stanie swobodnie pracować i usztywnia się, bądź zapada. Stąd, za sprawą połączenia grzbietu z muskulaturą kończyn, już tylko krok do odangażowania zadu. Popularne odchylanie się jeźdźca dodatkowo potęguje efekt ciągnięcia za wodze i usztywnia dosiad, pogłębiając opisany problem.

Podsumowanie

Poznaliśmy mechanizmy rządzące kłusem wyciągniętym. Wiele z zaprezentowanych aspektów oceny tego ruchu ma również przełożenie na inne figury i chody. Pracując z końmi warto pamiętać, że:

„Celem ujeżdżenia jest uczynienie z konia zadowolonego sportowca poprzez harmonijne wyszkolenie. W jego rezultacie koń powinien stać się spokojny, rozluźniony, wszechstronnie wygimnastykowany, a jednocześnie ufny, uważny, doskonale rozumiejący się ze swoim jeźdźcem. Prawidłowość wyszkolenia wyraża się poprzez:

  • swobodę i regularność chodów,

  • harmonię, lekkość i łatwość wykonywania ruchów,

  • lekkość przodu i zaangażowanie zadu, wynikające z impulsu,

  • akceptację kiełzna bez oznak nieposłuszeństwa, napięcia lub oporu.

Przepisy dyscypliny ujeżdżenia na zawody krajowe i międzynarodowe (dział A, rozdział I, Artykuł 401)

Czy jeździec, który z pełną świadomością prowokuje konia do ruchu mogącego spowodować szkody w jego organizmie dąży do tego celu? Ceną za efektowny wykrok przednich nóg w kłusie wyciągniętym jest późniejsza niezdolność konia do zebrania (patrz: R. Stodulka, 2008), utrata taktu i rozluźnienia, a także przedwczesne zużycie aparatu ruchu (patrz: G. Heuschmann, 2012).

Dlaczego więc tak wiele osób zwraca uwagę tylko na akcję przednich nóg?

Artykuł powstał na podstawie następujących pozycji: 
Blignault, K. (2011). Biomechanika ruchu konia dla jeźdźców. Klucz do jazdy w równowadze. Warszawa: Świadome Jeździectwo.
Bürger, U., Zietschmann, O. (2010). Konia kształtuje jeździec. Funkcje i rozwój mięśni konia wierzchowego. Łódź: wyd. Galaktyka.
Heuschmann, G. (2007). Gdyby konie mogły krzyczeć. Warszawa: Akademia jeździecka.
Heuschmann, G. (2012). W poszukiwaniu równowagi. Warszawa: Świadome jeździectwo.
Hinnemann, J., Van Baalen, C., Van Andel, C. (2007). Ujeżdżenie jest proste. Warszawa: Akademia jeździecka.
Radtke, S.M. (2010). Ujeżdżenie. Klasyczna sztuka jeździecka. Łódź: wyd. Galaktyka.
Stodulka, R. (2008). Vom Reiten zur Reitkunst. Stuttgart: Perey Verlag.
Zasady jazdy konnej cz. 1 i 2 (2003). Podręcznik autoryzowany przez Polski Związek Jeździecki.
Cytat opatrzony symbolem „*” pochodzi z książki pt: „W poszukiwaniu równowagi”.

Podobne artykuły:

7 Komentarzy

  1. Mikołaj Mikołaj
    3 sierpnia 2015    

    A kto jest autorem artykułu?

  2. M M
    3 sierpnia 2015    

    A ja bardzo proszę – nie popadajmy w fanatyzm! Postęp genetyczny następuje, konie są coraz obszerniejsze ruchowo i mają coraz większe możliwości ruchowe. W pewnym momencie po prostu nie ma już możliwości, by linie (przodu i zadu) pozostały równoległe. Nie zrozumcie mnie źle – jestem pierwszą osobą, która „daje po łapach” swoim podopiecznym za próbę jazdy na ręce czy nieaktywne zady. Ale pewnych rzeczy po prostu nie przeskoczymy. Gdzie dajmy na to miałby sobie „wsadzić” zadnie kończyny taki Sezuan np by zrównać je z akcją przodu? (gdzie podkreślmy – to młody koń i na filmach już jako 3-latek – a więc mowy i zebraniu nie mogło być – prezentował znaczne rozdzielenie linii równoległych) Koniec końców musiałoby to oznaczać rozrywanie sobie podbrzusza…. Miejmy na uwadze budowę obręczy barkowej i miedniczej! Kończyna przednia nie jest połączona z tułowiem stawowo, a więc (czysto teoretycznie) zakres ruchu koniec końców może być tak na prawdę nieograniczony. Zad – mimo postępu genetycznego jeśli chodzi o skątowanie – jest zbudowany ze stawów (i nieruchliwej zupełnie kości krzyżowej na jego połączeniu z plecami), a te mają ograniczony zakres ruchu. Co więc w przypadku koni wybitnych ruchowo, które już w chodach roboczych pokazują znacznie większą obszerność przodem? Hamować je na siłę byle nie rozdzielić „świętych linii”? Jestem jak najbardziej za zachowywaniem rozsądku i nie zapominaniem o klasycznych zasadach jazdy i treningu, ale przeraża mnie nieco fanatyzm, z jakim się to często ostatnio robi. Przesadzać nie można w żadną ze stron!

    • Ewa Ewa
      3 sierpnia 2015    

      Chciałabym zobaczyć przejazd tego konia i przyznać ci rację, M., ale mam obawy, że jedyne co zobaczę to zapadnięty grzbiet i schowany nos. Nowoczesna hodowla poszła w taką stronę, że młode konie przyjmując na grzbiet jeźdźca zamiast w wyniku utraty równowagi zadrzeć głowę i szyję to zaokrąglają się i chowają nos. Niestety nie idzie za tym uniesienie grzbietu, ale za to jeździec nabywa przekonania, że jego koń jest taki super zdolny i „sam się zbiera” (co jest oczywiście nieprawdą, ponieważ nie unosi grzbietu). Mnie martwi nie tyle fanatyzm co ignorancja jeźdźców, ponieważ wsiadają na konie mając ogromne luki w posiadanej wiedzy, a później ogromnie się dziwą, że konie mają częste kontuzje albo szybko kończą karierę. Koń biegający po wybiegu nie potrzebuje uniesionego grzbietu. On potrzebuje mieć taki grzbiet jeżeli zostaje wdrażany do pracy, aby mógł sprostać stawianym przed nim wymaganiom i W ZDROWIU doczekać emerytury. Nie jestem zwolenniczką przesady, ale naprawdę nie rozumiem co jest fajnego w tym żeby pozwalać koniowi niszczyć swoje zdrowie, zamiast pomagać mu rozwijać naturalny potencjał.

      • A A
        3 sierpnia 2015    

        Ewa ma rację. Wiele ludzi niby znawców, nie ma tak naprawdę pojęcia o czym mówi, pisze i uczy. Właśnie hodowla współczesnego konia ujeżdżeniowego idzie w kierunku coraz krótszego grzbietu, selekcjonując coraz krótsze konie, które mogą machać wysoko przednimi nogami i lepiej sprzedają się, jak mówi o tym dr G. Heuschmann i znani trenerzy ujeżdżenia np. w Niemczech. Takie konie mają właśnie problem z rozluznieniem grzbietu i z prawidłowym zebraniem. Ludzie są coraz więksi i potrzebuja większych siodeł, które leżąc na odcinku lędzwiowym również powodują usztywnienie grzbietu. A, jak napisano dobrze w tym artykule, większość patrzy tylko na efektowną pracę przodu, a nie prawidłową pracę całego konia i jezdzca.

  3. Lili Lili
    3 sierpnia 2015    

    A o istnieniu tzw. „pozytywnego rozdzielenia przekątnych (nóg)” ktokolwiek z was (autor, komentujący) słyszał?

  4. sceptyk sceptyk
    3 sierpnia 2015    

    Uśmiałam się :( Przez łzy. Bo wszystko prawda, tylko… kogo to obchodzi? Dlaczego tak wiele osób zwraca uwagę na akcję przednich nóg? To proste: bo NIC innego nie widzi. To sprawdzono. Kopyta i nadgarstki jet najłatwiej postrzec. reszta – przekracza możliwości przeciętnej percepcji. Także sędziów.

  5. Baś Baś
    3 sierpnia 2015    

    szacun dla poprzednika (sceptyk), bo niestety dokładnie tak jest. Zawodnicy o tym wiedzą i też szkolą konie pod kątem machania nogami, a nie prawdziwego kłusa wyciągniętego, co więcej wzorzec „nowoczesnego konia ujeżdżeniowego” też jest tworzony z taką teledacją. Cóż, ujeżdżenie prawdziwe chyba skończyło się w latach 90tych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *