Klasyczne ujeżdżenie na zawodach

Autor: dr Thomas Ritter
Tłumaczenie: Classical Way

Ludzie często pytają czy klasyczne ujeżdżenie może prowadzić do sukcesów w zawodach, czy też, żeby liczyć na sukces trzeba się zaprzedać, poświęcić dobrostan konia i porzucić klasyczne zasady. Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, musimy rozważyć kilka kwestii.

Po pierwsze – czym tak w ogóle jest klasyczne ujeżdżenie? Pełna odpowiedź na to pytanie wymagałaby napisania oddzielnego artykułu. Wystarczy powiedzieć, że wokół tego zagadnienia istnieje powszechne zamieszanie. Z jednej strony, wydaje się, że niezliczona ilość osób nazywa siebie jeźdźcami klasycznymi, nie mając z klasyką żadnego doświadczenia „z pierwszej ręki”, ani wiedzy o tym czym jest lub na czym polega. Z drugiej strony wielu nie chce mieć nic wspólnego z klasycznym ujeżdżeniem właśnie ze względu na to, że nie doświadczyli „z pierwszej ręki” jak bardzo jest ono efektywne, a ich doświadczenia sprowadzają się do obserwacji niekompetentnych samozwańczych jeźdźców klasycznych. Moja rada jest taka, aby nie ufać tym, którzy nigdy nie uczyli się przez dłuższy czas pod okiem przedstawiciela którejś z dużych szkół klasycznych.

Kiedyś było inaczej. W pierwszej połowie XX wieku wszyscy najlepsi zawodnicy byli jeźdźcami klasycznymi, od czasu gdy zawody po raz pierwszy zostały zorganizowane dla oficerów przez wojsko. W Niemczech pułkownik Hans von Heydebreck był jednym z pierwszych zawodników i sędziów. Ten uczeń Paula Plinznera (Plinzner opublikował książkę Gustava Steinbrechta pt. „Das Gymnasium des Pferdes”) był członkiem zespołu, który napisał słynną Heeresdienstvorschrift, instrukcję kawaleryjską. Stała się ona podstawą dla dzisiejszego „ Richtlinien für Reiten und Fahren” – Podręcznika Jazdy i Powożenia Niemieckiej Federecji Jeździeckiej, który to odpowiada za organizację i administrację zawodów od momentu zakończenia II Wojny Światowej. Hans von Heydebreck napisał również komentarz do trzeciego wydania dzieła Steinbrechta, które stało się podstawą teoretyczną dla instrukcji kawaleryjskiej oraz wytycznych Federacji Niemieckiej. Napisał również broszurę pt. „Die deutsche Dressurprüfung” („Niemieckie testy ujeżdżeniowe”) wraz z przewodnikiem dla zawodników i sędziów, bazując całkowicie na pracy Steinbrechta. Dobrze byłoby, gdyby współcześni sędziowie i zawodnicy przeczytali ją i wprowadzili w życie.

Innym znanym zawodnikiem był pułkownik Felix Bürkner, który zdobywał umiejętności w kawaleryjskiej szkole jazdy w Hanowerze – tam, gdzie nauczano i praktykowano klasyczne niemieckie ujeżdżenie. W okresie międzywojennym Bürkner, wraz ze swym przyjacielem von Heydebreckiem, otworzył prywatną akademię jeździectwa w okolicach Berlina i to w niej odbyły się pierwsze egzaminy dla profesjonalnych trenerów. Podczas II Wojny Światowej Bürkner został ponownie wcielony do armii i mianowany szefem wyszkolenia w kawaleryjskiej szkole jazdy, przeniesionej z Hanoweru do Krampnitz w okolicach Berlina. We wszystkich prowadzonych przez niego ośrodkach treningowych, zarówno cywilnych jak i wojskowych, zawsze zatrudniał dwóch jeźdźców z Hiszpańskiej Szkoły Jazdy w Wiedniu. Pomagali mu oni w pracy z ziemi nad piaffami i pasażami. Felix Bürkner wystartował na Igrzyskach Olimpijskich w 1912 roku, a w latach 20′ i 30′ XX wieku przygotowywał konie do startów na Igrzyskach.

Richard Wätjen to kolejny zawodnik z czołówki, który również trenował konie do Igrzysk. Spędził również 12 lat w Hiszpańskiej Szkole Jazdy w Wiedniu jako uczeń tamtejszego szefa wyszkolenia – Antona Meixnera. Wätjen był także jednym z głównych trenerów Egona von Neindorffa.

Pułkownik Alois Podhajsky, były dyrektor w Hiszpańskiej Szkole Jazdy w Wiedniu, regularnie startował i odnosił sukcesy na najwyższym poziomie. Jego największym osiągnięciem sportowym był brązowy medal podczas Igrzysk Olimpijskich w 1936 r., zdobyty na pełnej krwi wałachu Nero – koniu, na którym nikt nie chciał jeździć, ponieważ uważano go za niedostatecznie utalentowanego. Jest wiele innych przykładów klasycznie wyszkolonych jeźdźców, którzy od tego czasu z powodzeniem brali udział w zawodach.

W przeszłości rozdźwięk pomiędzy ujeżdżeniem klasycznym a konkursowym nie był tak duży jak zdaje się być dzisiaj, ponieważ zarówno treść nauczania jak i przepisy i zasady sędziowania były silnie kontrolowane (lub przynajmniej w dużym stopniu modelowane) przez wojsko. W konsekwencji standardy były bardziej jednolite niż dziś. Do czasu gdy wojskowe konie musiały być bezpieczne, posłuszne i jezdne, niezależnie od okoliczności, trening koni militarnych nie mógł zejść na manowce, w odróżnieniu od szkolenia koni polegającego na ćwiczeniu figur wyłącznie na ogrodzonych ujeżdżalniach – życie i zdrowie jeźdźca zależy jedynie od jakości treningu konia. W ciągu ostatnich 15 lat oczywistą kwestią stało się, że główny nurt ujeżdżenia podlega chwilowym modom, nowym wątpliwej jakości „odkryciom” i niepotwierdzonym nowatorskim metodom (artykuł powstał w 2008 roku – przyp. CW). Niektóre z nich stoją w opozycji do zweryfikowanych na przestrzeni lat metod klasycznych. Podczas gdy „władza” przyjmuje te nowe metody i wdraża je do systemu certyfikacji trenerów i edukacji sędziów, notowania poprawnego treningu klasycznego spadają, zainteresowanie publiczności poprawnym treningiem maleje, a całe pokolenie koni płaci za to najczęściej swoim dobrostanem. Kiedy wahadło drgnie w przeciwnym kierunku i dotychczas obowiązująca moda ostatecznie okaże się niezdrowa dla konia i bezproduktywna z punktu widzenia treningu, wtedy notowania poprawnego treningu klasycznego wzrosną ponownie wraz z zainteresowaniem publiczności – ponieważ to co wygrywa musi być poprawne lub poparte naiwną wiarą wielu jeźdźców. Prawda jest taka, że zawodów nie wygrywa najlepszy jeździec i najlepiej wytrenowany koń. Siłą rzeczy, składa się na to wiele czynników.

Obecnie powszechnym problemem jest to, że sędziowie wydają się być tak przyzwyczajeni do oglądania ciężkich na przodzie koni ze skróconą, zwiniętą szyją oraz odstawionym zadem, że uznają to za prawidłowe i nagradzają. Kiedy jednak widzą konia poruszającego się, potocznie mówiąc, „pod górę” – z obniżonym zadem, uniesionym kłębem i wysoko niesioną głową i szyją, to wydaje im się, że jest z nim coś nie tak i dają mu niższe noty. Mamy teraz całe pokolenie jeźdźców – a może nawet i dwa – którzy osobiście nigdy nie mieli okazji doświadczyć czym jest klasyczne ujeżdżenie. Ludzi, którzy, przykładowo, nigdy nie siedzieli na poprawnie wytrenowanym koniu, jeżdżonym przez osobę z dobrym dosiadem, więc nie mają pojęcia jak powinny wyglądać poprawna pozycja i chody, ani tym bardziej jak się je czuje. To dotyczy także wielu trenerów i sędziów. Ilość jeźdźców, którzy nadal mają faktyczną wiedzę i doświadczenie, zmniejsza się w zastraszającym tempie, ponieważ dokładne wyszkolenie kogoś w tej sztuce zajmuje wiele lat, a dawni mistrzowie umierają szybciej niż są w stanie przygotować swoich następców.

Zauważa się również tendencję do oceniania naturalnych chodów konia, a nie poziomu jego wyszkolenia. Niektórzy sędziowie uważają, że jeżeli ruch konia zasługuje tylko na „6”, nie będzie on w stanie w żadnym ruchu zdobyć wyższej oceny – nawet jeżeli wykona go perfekcyjnie. Każdy pojawiający się u takiego konia błąd jest oceniany w skali do 6, a nie 10. Oznacza to, że wyniki zależą od jakości chodów, nie od stopnia wyszkolenia tych koni. Innymi słowy, jeźdźcy z przeciętnymi końmi nie mają szans żeby zająć wysokie miejsca lub wygrać, podczas gdy konie poruszające się w wybujały sposób zajmują wysokie pozycje, nawet gdy ich trening nie przebiega prawidłowo. Talent tych koni przykrywa mankamenty złego treningu i mogą one nadal osiągać magiczne wyniki, pomimo braków w wyszkoleniu.

Od jakiegoś czasu podczas konkursów nadmiernie akcentuje się wagę chodów wyciągniętych, co faworyzuje konie gorącokrwiste oraz te posiadające wrodzoną tendencję do ruchu naprzód i naturalne predyspozycje do chodów wyciągniętych. Jeżeli wskaźnikiem ma być kłus pośredni lub wyciągnięty, to mniej utalentowane na tym polu konie mają niewielkie szanse na wygraną w konkursie. W przeszłości kłus wyciągnięty był uważany za chód koni zaprzęgowych. Dla kawalerzystów i koni użytkowych , poruszanie się przez dłuższy czas w kłusie wyciągniętym nie miało większego sensu.  Jeżeli jeździec chciał szybko dotrzeć w jakieś miejsce, zawsze bardziej efektywny był dla niego galop lub cwał. W renesansie i baroku, okresach rozkwitu klasycznego ujeżdżenia, o wiele więcej wagi przykładało się do zebrania.

Z mojego doświadczenia wynika, że klasycznie wyszkolony i poprawnie jeżdżony koń wciąż może konkurować na zawodach, ale nie zawsze będzie wysoko oceniany. Wiele zależy od sędziego i aktualnych standardów sędziowania. Co ciekawe nawet jeżeli sędziowie nie nagradzają poprawnego treningu klasycznego, widownia zawsze zdaje się go doceniać.

Klasyczny jeździec nie może zniechęcać się i unikać areny konkursowej ze względu na trendy i mody zaprzeczające klasycznemu jeździectwu i zasadom treningu. Wręcz przeciwnie – im więcej klasycznych jeźdźców będzie brało udział w zawodach, tym lepiej. Możemy edukować jeździecką publiczność poprzez pokazywanie zrównoważonych, rozluźnionych koni, które poruszają się „pod górę” oraz pracę w spokojnym, eleganckim i miękkim dosiadzie. Widzowie, inni zawodnicy oraz sędziowie muszą oglądać klasyczne jeździectwo i trening, jeżeli sztuka jeździecka ma przetrwać. Musimy wyjść przed publiczność i poprzez własny przykład dowodzić słuszności tradycyjnych metod treningowych kolejnym pokoleniom jeźdźców. Siedząc w siodle możemy pokazać, że efekty tych metod są lepsze niż jakichkolwiek innych. Jeżeli klasyczni jeźdźcy ukrywają się i odmawiają występu, to wspierają pogląd, że klasyczni jeźdźcy nie wiedzą jak się jeździ a klasyczne ujeżdżenie nie jest w stanie przebić się na arenie konkursowej. W ostatecznym rozrachunku to mało istotne, aby zwycięstwo zawsze należało do klasycznie trenowanych par jeździec-koń. O wiele ważniejsze jest, aby klasycznie wyszkoleni jeźdźcy reprezentowali swoich nauczycieli i klasyczne dziedzictwo z godnością i uczciwością poprzez prawidłową jazdę i traktowanie dobrostanu konia jako wartości nadrzędnej.

 O AUTORZE:
DR THOMAS RITTER – międzynarodowy szkoleniowiec i autor książki „Dressage Principles based on Biomechanics”; Dzięki głębokiemu przekonaniu, że ujeżdżenie jest dobre dla każdgo konia trenuje konie wszystkich ras i dyscyplin na każdym etapie treningu. Jest pasją jest podejście klasyczne i stara się przekazywac je swoim uczniom.

www.artisticdressage.com/

 

Podobne artykuły:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *